poniedziałek, 10 października 2016

Rzewna ballada o piciu.

Rzewna ballada o piciu.
Pij, pij będziesz łatwiejsza, pij, pij nie będziesz mógł, tak zaczyna się rzewna ballado piciu. Bycie pijanym prowokuje w nas zachowania o które byśmy sami się nie podejrzewali, jesteśmy nakręceni niczym zoofil na spacerze po zoo, taka egzotyka.

Alkohol z jednej strony powoduje albo duże ilości agresji, które nierzadko kończą się dumnie prezentowanymi szwami na deklu, gdy wracasz do biura i przypominasz ofiarę przemocy domowej, tuż przed założeniem niebieskiej karty. I naprawdę nie każdy Ci uwarzy, że to szafka w kuchni, a nie skiny pod monopolowym. Lub wręcz przeciwnie chęć kopulacji i zostania szczęśliwą samotna matką, a te 500plus tak kusi.

Alkohol ponadto rozplątuje nie tylko co niektórym kończyny, ale również działa jak serum prawdy, i wtedy stajemy się nadzy pod ostrzałem pytań co trzeźwiejszej gawiedzi. Wszystko im powiesz, a  żeby było śmiesznej to wszystko jest prawdą.

Choć z drugiej strony stajemy się wszystkowiedzący, wypowiadając się na tematy o których nie mamy zielonego pojęcia, choć niektórzy mają tak na trzeźwo, wiec da się wybaczyć.

Jedno z moich ulubionych zachowań pod wpływem to znajdowanie sobie przyjaciół do kieliszka i spowiedzi, to nic że człowieka nie znasz i pewnie już go nigdy nie spotkasz. Choć w zasadzie każdy ma wybór czy chce zostać dawcą nerki, czy też gwiazdą pod szyldem ZAGINIONA. A rano jak to zwykle bywa, nawet nie pamiętasz jak wyglądał/a a jak miał na imię. No tak.
Imprezy różnie przebiegają w zależności od miejsca domówki czy bary.

Zacznijmy może od barów, bo tylko tam chodzę chyba, że przeprowadzam eksperyment socjologiczny:  http://ewakalina.blogspot.com/2016/09/krucjata-po-klubach.html Począwszy od przeklętego karaoke na którym błaźnie się z dokładnością każdego przybycia, taka jest tradycja. A teraz uwaga ja śpiewająca King of Leon, najpierw spokojne pomruki, potem skowyt kojota, a na końcu wydaje mi się że śpiewam macicą. I to wszystko w przeciągu, 3 minut i 45 sekund, nieprawdopodobne, a jednak.

Ale wróćmy do alkoholu, oczywiście nie przejmujesz się pieniędzmi, uwielbiasz wszystkich „kolejka dla wszystkich” siedzących przy twoim stoliku, nie to nie jest durny amerykański film.
Dobrze czas do domu, choć wbrew pozorom to nie takie proste, wychodzimy po śpiewie i ewentualnej demonstracji księżycowego chodu na stoliku.

Spokojnie podczas podróży powrotnej dzieją się również niesamowite rzecz. Kilku przyjaciół zniknie w niewyjaśnionych okolicznościach, archiwum X zostaje w XX wieku. I idziemy dalej z niedobitkami której tej nocy się nie poszczęściło lub są w stałych związkach i z owymi nabytkami nie wiadomo skąd.

Pierwszy atak następuje na znak drogowych, ja nie wiem co facetów pociąga w święcących na żółto, czerwono, niebiesko tablicach, że musza się na niej bujać, domalowywać mikroskopijne penisiki, ale skoro ma się taki, a nie inny wzór no cóż. Ok. druga fala, pogoń za Bogu winnymi gołębiami, nie wiem czy mężczyzna pod wpływem, odblokowuje się zapadka z prehistorii, namierzyć, złapać, zjść, ale na szczęście po około 15 minutach się męczą, a dorzucę do tego pięciokrotne szczanie w krzakach.

Nie wiem czy wspomniałam, ale nie kierujemy się oczywiście w stronę domu, bo po drodze nie ma rzecz jasna budek z kebsem za 6,50 zł, sos jestem kozak arabski.
I wtedy wreszcie można spokojnie kierować się w stronę domu.

Ewa Kalina
Zapraszam:

1 komentarz:

  1. Mądry post, aczkolwiek nie ze wszystkim się zgadzam. Stan upojenia alkoholowego to tylko nasza wina, a osoby, które nie mają ,,mocnej głowy" picie powinny sobie darować. :) Pozdrawiam, Hopeinsidethebody.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń