wtorek, 20 czerwca 2017

Starość nikogo nie ominie.

 

Temat stary jak świat, każdy chce jak najdłużej odsunąć ten czas, gdy zacznie przypominać rodzynkę w środku czy na zewnątrz. Rozwój chirurgii plastycznej i gabinetów medycyny estetycznej sprzyja faktowi, że nasza obudowa zostanie za życia zmumifikowana i troszkę dłużej zachowa świeżość. Naszło mnie na temat starości po niedawnym przebywaniu wśród młodych, choć pełnoletnich osób. Ten wigor, niepohamowana chęć jedzenia, picia i pląsów, sprawiła, że zaczęłam się nad sobą zastanawiać, bo albo zdewociałam jak to mówi moja mama, albo zrobiłam się wygodna, albo istnieje, trzecia możliwość zrobiłam się, stara.

Może trochę demonizuję temat, ale przez ostatni tydzień zaczęłam się nad sobą znęcać taki mały fetysz, aby sprawdzić, czy to moje wygodnictwo, czy też bunt organizmu powoduje, że nie mam tyle wigoru co kiedyś.

Mój eksperyment obejmował konkretnie pięciodniowy plan, mogłam, poszaleć mając urlop. Powoli przypominałam, sobie jak wyglądało, moje życie jeszcze kilka lat temu, przede wszystkim zarywanie nocy, spanie po kilka godzin, och co to był za koszmar. Wcześniej, gdy spałam, sześć godzin czułam się, jak młody bóg, rześko a dziś jakby mnie tramwaj potrącił, wszystko mnie bolało, a moja twarz wyglądała jak ofiary przemocy domowej, ale czego nie robi się dla ludzkości. Wystarczył mocniejszy makijaż, by zakryć zmęczenie i wory pod oczami.

Podbijając, stawkę stwierdziłam, że zacznę się żywić tak jak wcześniej na fast foodach, pizze, makarony wszystko, co pyszne, ale niezdrowe i tuczące, a do tego zero wody, w której się żaby legną, jak mówił mój sąsiad i soków za to cola i piwo. Ach co to były za dni rozpusty, czułam się okropnie, przytyłam, a mój brzuch wyglądał, jakby miał eksplodować, do tego wciąż odbijał mi się colo piwem i jakąś chemią. Wieczorem bolała mnie głowa, bo niejako po dwóch piwkach przy jedzeniu byłam już na kacu, to jednak racja najgorzej jest do niego nie dopuścić.


Dorzuciłam sobie do diety papierosy, a co jak szaleć to szaleć i nim znów miałam, rano przysłowiowy trampek w buzi, a dodatkowo nie mogłam odkleić języka od podniebienia.

Na zwieńczenie mojego maratonu ku zagładzie, który ledwie przeżyłam, postanowiłam iść z opiekunem na całonocną imprezę i nie ograniczać się w jedzeniu, piciu dorzucając do tego pląsy na parkiecie.


Mój eksperyment skończył się piątego dnia o godzinie dwudziestej trzeciej, myślałam, że nie dojdę do siebie przez kolejne trzy dni, ale dziś już wszystko wróciło do normy. Podsumowania mojego eksperymentu jestem stara, a nie róbcie, tego w domu.

Ewa Kalina.

1 komentarz:

  1. Ja osobiście bardzo boje się starości. Poza zmarszczkami i siwymi włosami , fakt że człowiek jest ograniczony i ruchowo i psychicznie . Podziękuję.

    Pozdrawiam
    Zazuul.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń