poniedziałek, 3 października 2016

Czas na domówkę.

Czas na domówkę.

Zanim przyjdą goście wypije z pół butelki wina, bo w piekarniku dopiekają się mufinki, a koreczki zrobione, ach cóż za sielanka,  jestem taka szczęśliwa, jak przed Gwiazdką, że się w końcu spotkamy…

Ok., są przychodzą siadamy, pijemy, wspominamy. Pijemy. Nadchodzi etap alkoholowych wspomnień, puszczamy w kółko tej samej piosenki, która modna była dekadę temu, podkreślmy. Niektórzy zaczynają demonstrować umiejętności z dzieciństwa, choć  uważam, że to nie do końca przemyślana kwestia. Zastanów się czy oby nie jestem za stary/a aby zrobić salto w tył. Okej za chwilkę się o tym przekonasz, i   historia znów się powtarza, pijany się nie potłucze, jest niczym gumowa lala, zdziwiony że tak walną głową, a i głowa cała i kredens.

A, co się dzieje w trakcie domówki, oczywiście roztrząsamy życie erotyczne swoich koleżanek, nieobecnych, rzecz jasna, choć jak zauważyłam ciekawszym tematem rozmów okazują się dające niż wkładający, ale oczywiście żadne z nas nie zazdrości, żelazne dziewice w modzie.

Gdy w końcu opyłgną tematy, kił, rozwodów, romansów, długości przyrodzenia, to czas na złożenie przysięgi, że zostaje to tylko w naszym gronie, yyyy jasne. A jutro będę czytać te esemesy od swojego faceta „bądź cicho”, „daj spokój”, ale to jutro.

Czas na atak i demolkę w kuchni, z cyklu czym chata bogata, i naprawdę nie wiem kto to posprząta. Przystępujemy więc do robienia misternych kanapek z trzydziestoma przyprawami o dziwnie brzmiących nazwach.

Ja z reguły nie atakuje kuchenki, patelni, noży, bo mam takie dziwne przeczucie, że skończyłam bym z raną kutą, szarpaną, na ostrym dyżurze, wpatrzona w jaskrawe światło lampy, przy tym zastanawiając się czy blizna która mi zostanie będzie wyglądała jak dopływ Wisły.
Gdy już wszyscy się najedzą, a w powietrzu unoszą się egzotyczne zapachy przypraw, czas na wyprawę po alkohol, bo podobno komuś, kiedyś zostało.

Oczywiście nie wszyscy wrócą z wyprawy, bo spotkają po drodze innych przyjaciół, zadzwoni wściekła druga połówka. Dzięki swoim znajomych mogę dostać od przemiłych panów w mundurach 200zł mandatu za zakłócanie ciszy nocnej, tak 22 to już noc.

Ciąg dalszy z reguły przewiduje przycumowanie na piwko, bo nagle już się późno zrobiło.
Po powrocie są dwie opcje, spanie w całym opakowaniu w pełnym makijażu, i przy okazji jutro wyglądać jak królik po zderzeniu z błotnikiem.

Albo inny scenariusz przewiduje opcje nękania  byłego, i zamawianie tych mega butów, w końcu zostało mi te pół butelki wina, tak na odwagę. A jutro będę się martwić skąd wziąć pieniądze.
Jest jeszcze jedna zasada, napisz na kartkach samoprzylepnych w łazience „nie rzygać do wanny” lub „nie rzygać do umywalki” – bo jutro to ty zostaniesz z tym problemem.

Ewa Kalina 


Zapraszam:





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz