niedziela, 27 listopada 2016

Pasażerowie komunikacji miejskiej.


Przez trzy lat studiów, codzienne dojeżdżałam autobusem na uczelnie, taki transport w tamtym okresie wydawały się najbardziej ekonomiczne i wygodne, choć co prawda moja cierpliwość i nerwy często były wystawiane na ciężkie próby. Począwszy od gazu łzawiącego, rzuconego do autobusu na ratunek przed kanarami, po zaczepki podpitych facetów. Udało mi się jednak przeżyć, a czasem nawet prawie zapomnieć o tych traumatycznych przeżyciach. Choć niestety z powodu małej awarii samochodów, tak twierdził bynajmniej mechanik, która trwała miesiąc, bo majster wciąż miał nadzieje, że znalazł przyczynę, zanim tam nie wpadłam i nie zabrałam mojego samochodu od tego rzeźnika, ale to już na inny wywód.

Czar wspomnień o podróży komunikacją miejską trwał 20 dni i wszystko jak za sprawą czarodziejskiej różdżki wróciło. Klasyk, brudna, mokra torba na siedzeniu, żeby jej chyba zimno nie było, a jak się spytasz, czy można usiąść, to albo ta osoba wcale nie zareaguje, traktuje cię jak powietrze, albo spojrzy, zmierzy i odwracając się do szyby, kurczowo trzymając rączkę tory. O ile nie zacznie ryja drzeć, że nie widzisz, że zajęte, choroby psychiczne mają coraz więcej sprzymierzeńców.

Przekupy w modnym kapelusikach, po porannej mszy, ja tu nie mówię o zwykłych macherkach, ich nie stać na takie stroje. Są to panie tak po 60 w białych rękawicach, którym nic się nie podoba, komentując wszystko na głos. A to, że młodzież nie wychowana, a to, że za głośne muzyki słuchają, rabatki niszczą pod blokami, a że strój nieodpowiedni noszą, i fart chciał, że trafiło na mnie. A wyglądałam tak, rozwiane pióra, skórzane spodnie, czarny podkoszulek i glany wraz z kostką odkopane z szafy po liceum. I te ropuchy na mnie wsiadły, że jak to wygląda, pewnie biorę narkotyki, albo nalezę do sekty… i tak miło spędziłam czas przejazdu czterech przystanków. A przed oczami widziała, jak morduję mechanika, a jego głowę wiozę właśnie w tej kostce.

Czasami, trafiałam na hordy nieletnich wracających ze szkoły, i szczerze widok słynnej gimbazy, pożerającej się wzrokiem, ciałem i językami, aż mnie lekko mdli, zajawka dla pedofilów jak się patrzy. A swoim zachowaniem byli tak wylewni, że jęcząc i stękając, mogliby podkładać głosy do filmu przyrodniczego o rui jeleni, aż ślina kapie na podłogę. Choć ich rówieśnicy jeszcze bez par, w sposób ostentacyjny i wulgarny nie dość, że demonstrują swoje jestestwo, to często dopingowali zakochanych, rycząc na cały regulator. A do tego podobno w autobusach nie wolno jeść, oni znaleźli na to sposób, dzięki upowszechnieniu się barów szybkiej obsługi nic już nie stoi na przeszkodzie, by w autobusach jeść, furczeć, mlaskać, wycierać ręce od sosów w zagłówki. A ten zapach pomieszany z innymi woniami autobusu, no aż się łezka w oczku kręci. Co z nich wyrośnie, pewna jestem, że ewolucja zatoczyła krąg i właśnie zawraca.

O czas na hit, hit autobusów w poniedziałek, czyli rozmowa telefoniczna dziewczyny, od chwalenia się ilością wypitego alkoholu podczas weekendu, oraz ilości imprez, trzeba mieć zdrowie, po obgadywanie przyjaciółek. Ta rozmowa przebiega mniej więcej tak, gada śmieje się, gada w zasadzie w kółko o tym samym, śmieje się. Cały autobus niestety musiał, tych bredni wysłuchiwać.

A co dostałem w nagrodę za cierpliwość po miesięcznych wojażach jazdy autobusem, Grypę, ale nie taką zwykła, ta była wyjątkowa z gorączką i drgawkami. Nie mechanik nie może, tak po prostu umrzeć, musi to być w torturach. W amoku po dwutygodniowej kuracji antybiotykiem przypominało mi się, że niedaleko mnie w autobusie siedział blond włosa niewiasta, i wtedy przypomniało mi się jej blade lico, zapamiętałam, bo wyglądała, jakby miała, za chwilę zejść. A ja ten sam widok oglądałam już tydzień później w lustrzanym odbiciu.

Tak mniej więcej wspominam swoją mękę w komunikacji miejskiej, choć było bardzo miło obserwować tak barwny tłum. Z pozdrowieniami dla pasażerów wszystkich środków transportu.


Ewa Kalina

4 komentarze:

  1. No niestety tak już jest z komunikacją miejską, nie mniej jednak jest mega potrzebna :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Brrr, widać na co dzień takie uroki autobusów. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. dla mnie męką były dojazdy z mojego osiedla - autobusy jeździły jak chciały. jak jakiś odjechał sprzed nosa, to następny za 20 minut. bez gwarancji :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ewa, a trafiłaś kiedyś na tzw. "rozkraczeńca"?
    Normalnie nie siadam w autobusach tylko stoję. Tamtym razem byłem zmęczony a autobus był wyjątkowo niezatłoczony.
    No więc usiadł obok mnie taki dupek, bo inaczej nie można tego określić, rozstawił nogi na bok jak kobieta na fotelu ginekologicznym i siedzi napompowany jakby szukał potwierdzenia swojej dominacji, wyobrażając sobie że ma więcej niż ma.
    Normalnie to bym powiedział zabrał tę nogę i dołożył coś soczystego, ale że zaraz wysiadałem to obróciłem się w jego kierunku i patrzę, a on co się k... gapisz? Więc wypaliłem: widzę że lubisz dotyk męskiej nogi skoro tak mocno swoją do mojej przytulasz. Nie uwierzysz jak szybko zabrał nogę i to spojrzenie jakby się czymś zaraził:) Chyba po tym pierwszy raz w życiu porządnie się umył:)
    Osoba z drugiej strony też miała ubaw.
    Pozdrawiam i nie życzę takich rozrywek.

    OdpowiedzUsuń