czwartek, 8 grudnia 2016

Kogo pozbyłam się z Facebooka ?



Facebook, gdy już się na niego zdecydowałam, po oporach został mi on przedstawiony jako taką rodzinną przyjacielską platformę. Która służyć miała do podtrzymywania kontaktów i znajomości z dawnych lat. Portal ten niestety ewaluował na moich oczach. I postanowiłam, że wyczyszczę mojego Facebooku z niechcianych, drażniących osobników. I nikogo nie przyjmę, do grona znajomych jak nie będę miła, podania i dwóch zdjęć, żartuje.

A jakież to indywidua napotkałam podczas oczyszczania mojej faceboowej przestrzeni. Nas pierwszym miejscu uplasowali się młodzi hodowcy, wojowniczy, czyli gracze zasypujący mnie zaproszeniami do wzięcia udziału w ciekawych wirtualnych rozrywkach, choćby, budowanie wioski, zbieranie kamieni szlachetnych. I może te zaproszenia nie są tak straszne, ale już te dziesiątki powiadomień o tym, jak pan X zebrał zbiory, Pan Y zebrał tysiąc kamieni i obecnie jest mistrzem, albo lepiej, gdy chcą podzielić się produktami swojej pracy. Same zaproszenia spoko, powiadomienia, dziękuje. A co najzabawniejsze na liście graczy nie byli tylko , młodociani sąsiedzi czy kuzyni, ale i moja ciocia, jaki młode matki. Hazard wciąga wszystkich.

Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że miałam pecha, sama zaprosiłam do swojego grona znajomych, człeka zacnego, obytego w świecie, tak mi się bynajmniej wydawało. Taka była, nim zafascynowana, że Go poznałam, że pochodzi z mojej okolicy. I na tym się skończyło, co prawda w rozmowie facet wydawał się porządku, Natomiast na portalu pan wylewał swoje złości, podejrzenia, teorie spiskowe, zaczęło się od straszenia armią muzułmańskich wygłodniałych gwałcicieli, która już jest u wrót Polski, po polityczne wywody na temat seksualnych upodobań politycznej elity, facet miał ewidentny problem z tą strefą. W trybie natychmiastowym musiałam usunąć pana z grona swoich znajomych.

Moje koleżanki, zaczęły masowo dawać się zapładniać, w miesiącu przybywa na tablicy około pięciorga szczęśliwych, całą ciążę muszą dokładne dokumentować, by finalnie podziwiać fotografie różowych, pomarszczonych niemowlaczków w 100 pozach, ubrankach. Początkowo mi to nie przeszkadzało, ale mamuśki rozochocone ilością laików, gratulacji, zaczęły spamować zdjęciami pociech. A mój Facebook zmienił się w odział położniczo pediatryczny, dlatego postanowiła, na krótki czas zbanować koleżanki i przeczekać ten okres, zanim nie wrócą do pracy i wszystko wróci do normy.

Facebookowa moda też istnieje, ja się o tym dowiedziałam przez masowe zaproszenia na wyzwania, oddawanie krwi, zbiórki pieniędzy czy też szukanie wolontariuszy do schroniska, to rozumiem, bo skoro mamy możliwość używać dostępnych nam mediów do realnej pomocy. Natomiast wyzwanie typu picie piwa na czas, jakże słynne wylewanie sobie na łeb wiadra zimniej to już lekkie przegięcie. I niestety musiałam pozbyć się dwóch kolegów, którzy nagminnie używali mojego nazwiska jako ofiary kolejnych eksperymentów.


I tyle, po prostu nauczyłam się pozbywać przeszkód, które zanieczyszczają moja czasoprzestrzeń, czy to w Realu, czy też w wirtualnym świecie.

Ewa Kalina
Read more

wtorek, 6 grudnia 2016

Jak postanowienie noworoczne sprawiło, że założyłam bloga ?

Rok Anno Domini 2016 dobiega końca, więc nadszedł czas na bolesne podsumowanie sportowych postanowień, co prawda zakupiłam, odpowiedni strój wydając kilka stów, bo przecież każdy szanujący się sportowiec posiada w swoim niezbędniku, buty do biegania, oddychającą koszulkę, obcisły i wyszczuplający strój.
Choć jestem co prawda dzieckiem końcówki PRL, które chodziło, w jednych spodniach całym rokiem to jednak musiałam wyskrobać, ryzykowne słowo ostatnio, pieniądze na strój. Choć szczerze wam powiem, jak ktoś chce coś robić, to nic go nie powstrzyma nawet brak biegających butów. Ja niestety dałam się otumanić i stwierdziłam, że tym razem owczy pęd nie będzie niczym złym.

Coś jednak wydarzyło się dwudziestego pierwszego dnia walki z samą sobą, coś pękło. Ćwiczyłam i biegałam trzy razy w tygodniu, dobrnęłam do końcówki lutego. Nagle przestało mi się chcieć i wypełzać z mojej norki na ten zimny, mroźny syberyjski świat. Niestety nic mi się nie chciało przerwać mojej niechęci, pseudo brak czasu owładnął mój umysł.

Podjęłam kilka prób walki z moim leniem, kilkukrotnie chciałam go zniszczyć mentalnie, stwierdziłam, że włączę sobie filmik motywujący, o sile woli i o nieugiętym charakterze sportowca. Na początku wywoływało to u mnie płacz, że jestem taka leniwa, a potem kończyło się na filmikach o śmiesznych kotkach dwóch.

Kolejna moja próba walki odbyła się już na początku marca, dostałam karnet na siłownie, dzień kobiet. Ależ byłam nakręcona, ależ się cieszyłam, nie wiedziałam, jednak co mnie tam czeka. No i poszłam na pierwszy trening. I przeżyłam szok, powiem tak, po godzinie, powoli zaczęłam ściągać swoje truchło z sali. Powiedziałam sobie, że w życiu nie pójdę na taką męczarnię.

Zanim wykurowałam swoją dumę i zakwasy, przyszła wiosna, a ja nadal czekałam, choć może dlatego, że troszkę wygrałam na loterii genetycznej mam 178 wzrostu i ważę około 65 kilogramów. Więc moje odbicie w lustrze co prawda nie błagało mnie o ćwiczenia, ale już kondycja i owszem.

Nie dając mi spokoju myśli o uprawianiu sportu, wymyśliłam, muszę kupić sobie rower, będę królem szos. I kupiłam rower na majówkę, Moi przyjaciele namówili mnie na przejażdżkę co to dla mnie 20 kilometrów, ale nikt mi nie powiedział, że tak będą, ramiona, plecy, siedzenie boleć.

I znów zaszyłam się w domowych pieleszach, choć nadal z tyłu głowy miałam, ćwicz, trenuj. I stało się jednego z pięknych lipowych wieczorów, przeżyłam prawdziwą metamorfozę, postanowiłam, że pobiegam, wieczór był taki piękny, żaby kumkały, cykady cykały wręcz wymarzona pora. W całym sportowym rynsztunku pobiegłam. Na moje nieszczęsne spotkałam moich znajomych, którzy akurat szli na piwko w plenerze, a na mój widok parsknęli śmiechem, żeby tego było, mało usłyszałam, od nich, po pierwsze źle dobrałam kolor stroju do swojej urody, jestem szczupła, po co mam się męczyć, przecież nikt tego u nas nie robi i najlepsze, żeby ćwiczyć trzeba mieć nawyk a najlepiej wpajany od dzieciństwa, jakby nie można go było wyćwiczyć. I tak pożegnałam się z moimi rozbawionymi znajomymi, dla których tego wieczoru stałam się obiektem drwin i wtedy mnie olśniło.

Gdy tak stałam i słuchałam tych bredni, stwierdziłam że to oni marnują swój czas, bo ja robię coś dla siebie, jasne przecież wygodniej wypić piwo i spotkać się gadając o niczym. Przemyślałam te ich mądrości życiowe i stwierdziłam, że każdy decyduje o sobie. I już w tym samym miesiącu postawiłam założyć bloga i regularnie ćwiczyć, może bez szaleństw, ale poszła na siłownie z siostrą i powoli małymi krokami prę do przodu.

Moja przygoda z regularnym ćwiczeniem otworzyła mi oczy nie jesteśmy bezkształtną masą, która musi iść przez życie jak każdy, dzięki moim znajomym zdecydowałam się na prowadzenie bloga oraz na regularne ćwiczenia, bo każdy decyduje tylko i wyłącznie o sobie.

Ewa Kalina
Read more