poniedziałek, 20 marca 2017

Typy ludzi na basenie.


Zima sprzyja powiększaniu się naszej powierzchni, dlatego ja staram się zniwelować przyczyny tego zimowego zastoju i regularnie chodzę na siłownie. Niedawno jednak wpadłam na pomysł pójścia na basen, podobno pływanie jest jak jazda na rowerze, nigdy się jej nie zapomina to jednak mój unikalny styl krzyżówki psa z żabą ma wiele do życzenia, postanowiłam więc popracować nad tą sztuką.

Basen to już nie tylko zadaszone bagna, ale centra rekreacyjne, na których na wejście dostajesz opaskę na nadgarstek i można szaleć na basenie, korzystać z jakucji i sauny i szaleć w barze z dietetycznymi kolorowymi drinkami, i właśnie przy wyjściu regulujemy rachunek, sprytne prawda.

Na szczęście nie przeszkadza mi korzystania z miejsc publicznych z innymi przedstawicielami gatunku, ale na zaś zaopatrzyłam się krem do stóp, przeciwgrzybiczny i wcale nie widziałam na dnie tych plastrów, włosów. Basen tętni życiem, przekrój trzypokoleniowy, ale niektóre typy przykuły, moją uwagę.

Głośni uczestnicy basenowej społeczności jest grupka dwudziestolatków, grających w wyimaginowaną siatkówkę, którzy chlapią, potrącają niewinnych, a do tego mocne serwy często były kierowane w młode syreny, które radośnie pluskały na brzegu. Syreny były bardzo skromne, ukradkiem zerkały na swoje ofiary, wybierając odpowiedni egzemplarz dla siebie. Jednak one należały już do wyginającego gatunku, ich makijaż ala panda sprawiał, że wywoływały śmiech. Tak to jest, gdy kupuje się wodoodporny tusz na targu. A i oczywiście nie zwróciły sobie nawzajem na to uwagi, bo oczywiście walka o jak najlepsze nasienie trwa.

Urocze syrenki nie miały żadnej szansy z dziewczyną ratownika, jej idealne proporcje, jędrny biust i twarz z okładki nie mogła przejść uwadze nikogo, sunęła jak w zwolnionym tempie do swojego ukochanego, oczywiście, że ratownika. Ja się kiedyś zastanawiałam, skąd, oni ich biorą, bo takich przystojniaków, urodziwych jak Ken, nie da się spotkać na ulicy.

Oczywiście na basenie musi być królowa matka z rodziną, gdzie ambitni rodzice absolwenci szkół wyższych, muszą pochwalić się w towarzystwie osiągnięciami swojej pociechy, która nie mając, ukończone pół roku przepływa, trzy długości basenu.
Na strategicznych punktach, tuż przy wejściach ustawili się łowcy tyłków, żeby nie ominął ich żaden tyłek, są to grubsi włochaci panowie z kietą na szyi, śliniący się na widok młodych kobiet.

I tak w skrócie właśnie wyglądała moja wycieczka na basen, co prawda moja umiejętność pływania pso żabką bardzo się nie polepszyła, ale jeszcze kilka wizyt i na pewno dogonię półroczniaka.

Ewa Kalina.
Load disqus comments

0 komentarze